czwartek, 30 czerwca 2011

Seneka - najbardziej 'chrześcijański' spośród greckich filozofów

Imię Seneka obiło się chyba każdemu o uszy. Naprawdę nazywał się Lucius Annaeus Seneca. Był greckim filozofem żyjącym w latach 4 r.p.n.e - 65 r.n.e.

Komuś, kto interesuje się historią Nowego Testamentu, ten przedział czasowy wyda się znajomy. Tak...żył mniej więcej w tym samym czasie, co słynny apostoł Paweł!

O kontakcie wspomnianego powyżej Pawła czytamy na kartach Nowego Testamentu. W Dziejach Apostolskich 18:12-17 czytamy o procesie apostoła przez prokonsulem Galionem, który był rodzonym bratem filozofa Seneki.

Czy jednak doszło do spotkania samego Seneki z Pawłem? Nie wiemy tego z całą pewnością, jednak istnieje dokument przestawiający korespondencję obu tych wielkich postaci starożytności. Wg niego Paweł i Seneka pisali do siebie listy.

W teorii, że się znali, jest coś na rzeczy. Kiedy czyta się dzieła Seneki, widać uderzające podobieństwo nauki moralnej Nowego Testamentu. Z tego właśnie powodu bardzo mnie ten filozof zainteresował.

Tertulian - tzw. ojciec kościoła, mówił o nim - "nasz Seneka"...

środa, 29 czerwca 2011

Charta non erubescit

Papier się nie rumieni Cyceron, Listy do znajomych

Jest to fakt niezaprzeczalny. Co to jednak znaczy? Na piśmie możemy wyrazić wiele myśli, nawet te najgłębiej skrywane, a on nie okaże żadnych uczuć. Nie zarumieni się ze wstydu, nie okaże zniecierpliwienia, nie zobaczymy na nim oznak znudzenia tym, co mamy do przekazania.

Często nie umiemy wyrażać swoich uczuć, kiedy jesteśmy z tym kimś w cztery oczy, ponieważ boimy się reakcji tej osoby. Obawiamy się na przykład, że nas zlekceważy; że nas nie zrozumie. Boimy się, że odpowie na nasze uczucia, a my nie będziemy wiedzieć, jak na to zareagować.

A papier...papier się nie rumieni. Jeśli czujesz do kogoś coś szczególnego, a boisz się temu komuś o tym powiedzieć, pozostaje Ci jeszcze przynajmniej jedno wyjście - możesz tej osobie coś napisać. Wylej swoje uczucia na papier. Wyjaw wszystko, co chcesz wyrazić. Spróbuj - zobaczysz, że przyjdzie ci to z dużo większą łatwością niż gdybyś miał(-a) to powiedzieć. Dzięki temu nie zachowasz swoich uczuć dla siebie, ale podzielisz się nimi w łatwiejszy dla Ciebie sposób.

Zasadę tą można zastosować jeszcze w inny sposób. Być może jesteś osobą, która chciałaby wyrażać siebie, jednak mówienie przekracza Twoje możliwości, ponieważ jesteś nieśmiały(-a). Masz jeszcze jedno wyjście - PISZ. Pamiętaj: "Papier się nie rumieni". Możesz na nim pisać, co zechcesz, a on nie zareaguje, nie skrytykuje Cię. Papier pozwoli Ci nauczyć się formułować myśli w zgrabnych zdaniach, wyrażać uczucia w wyszukanych metaforach...

Uczucia są takie piękne. Nie chowajmy ich dla siebie. Dzielmy się nimi z innymi. Przelewajmy je na papier!

In eodem prato bos herbam quaerit canis leporem ciconia lacertam

Na tej samej łące wół szuka trawy, pies zająca, a bocian jaszczurki Seneka, Listy moralne do Lucyliusza

Wiemy, że Seneka w tej metaforze wyraził swoją opinię na temat czytelników książek. Chodziło mu o to, że w tej samej książce każdy szuka czego innego.

Jesteśmy różni, niekiedy diametralnie. Każdy z nas ma swój gust. Każdy dąży do czego innego. Ale często się zdarza, że bardzo odmienni ludzie zasiadają do tej samej lektury i wtedy prawdziwość tego stwierdzenia widać w całej pełni. Czytają ten sam tekst, a czerpią z niego zupełnie co innego.

Jest to bardzo dobre, jednak można dojść w tym do skrajności. I do takich skrajności dochodzi na lekcjach polskiego. Pamiętam, kiedy omawialiśmy np. dzieła z okresu Młodej Polski, nauczycielka dosłownie wszędzie widziała nawiązania do typowo młodopolskiej myśli - nawet tam, gdzie tych nawiązań nie było...Najgorszą rzeczą jest wiedzieć, co autor miał na myśli nawet lepiej niż sam autor...

Korzystajmy z książek. Każdy niech to robi na swój sposób. Ale unikajmy poszukiwania w nich na siłę tego, czego tak naprawdę w nich nie ma.

wtorek, 28 czerwca 2011

Aiunt multum legendum esse non multa

Mówią, że należy czytać nie wiele, lecz gruntownie Pliniusz Młodszy, Listy VII

Wpis ten jest kierowany przede wszystkim do tej stale dziesiątkowanej resztki ludzkości, która "coś" czyta. Dla tych, którzy nie czytają, wpis jest zupełnie nieużyteczny.

Drogi czytelniku czegokolwiek, przejrzeć dzieło to nie to samo, co je przeczytać. Można pospiesznie biec oczami po tekście, gubiąc wiele cennych informacji (w przypadku poradników) lub pięknych szczegółów (w przypadku literatury pięknej).

Czytanie jest dla duszy tym, czym jedzenie dla ciała. Kiedy ktoś je szybko, najczęściej się przejada, a zdarza się również, że zwróci to, co zjadł. Kiedy ktoś nie żuje pokarmu dokładnie, jego organizm wchłonie mniej składników odżywczych niż organizm osoby, która może i zjadła mniej, ale za to dobrze pogryzła. Popatrzmy na krowy. Jedzą trawę, przeżuwają, łykają, zawracają, ponownie ją żują, a następnie łykają. W ten sposób najadają się stosunkowo niewielką ilością pokarmu.

Ja osobiście wolę przeczytać mniej, odnoszą większą korzyść, niż przeczytać więcej i tej korzyści nie odnieść. Chyba, że ktoś czyta między innymi również po to, by pochwalić się ilością tomów, z którymi się zaznajomił...

piątek, 10 czerwca 2011

Historia magistra vitae

"Historia nauczycielką życia"

W zamieszczonym tutaj krótkim filmie znany aktor filmowy - Will Smith, stwierdza, że kluczem do życia jest bieganie i czytanie. Dlaczego bieganie? Ponieważ pozwala nam pokonać samego siebie. Dlaczego czytanie? Ponieważ jest tyle książek, w których ludzie opowiedzieli swoje historie, że na pewno znajdziemy coś, co dotyczy problemu, z którym się aktualnie zmagamy. Jest to praktyczne zastosowanie zasady "Historia magistra vitae" - "Historia nauczycielką życia".

Powinniśmy być wdzięczni za to, że mamy dostęp do takiego ogromu literatury. Biblioteki i internet pozwalają na wzgląd w niezliczone ilości dzieł. Wiele z nich dotyczy szeroko pojętego tematu historii, zarówno całych narodów, jak i pojedynczych osób. Historia lubi się powtarzać - to, co przydarza się nam, prawdopodobnie kiedyś się już komuś przydarzyło. Czytając o czyichś błędach, możemy wyciągać wnioski, które pozwolą nam na uniknięcie własnych. Poznając historię czyichś sukcesów, możemy poczuć się zmotywowani, zachęceni do osiągania trudnych celów.

Dajmy się pouczać historii...

Actum ne agas

"Nie rób tego, co już jest zrobione" Terencjusz, Formion 419

Nie zapoznałem się z Formionem, więc być może, wyjmując te słowa z ich kontekstu, rozmijam się z zamysłem autora, jednak rozumiem je w następujący sposób: Nie należy trudzić się nad zrobieniem tego, co kto inny zrobił przed nami, ponieważ możemy po prostu skorzystać z jego trudu, a dokładając własny, jesteśmy w stanie zrobić coś nowego, lepszego.

Gdyby ta zasada była zawsze stosowana, doszlibyśmy o wiele dalej, jeśli chodzi o postęp. Weźmy na przykład dziedzinę, którą ja się zajmuję, a mianowicie tłumaczenie Biblii. Na rynku pojawiają się coraz to nowe przekłady, których autorzy szczycą się, że zrobili swoje tłumaczenie na nowo. Ale po co? Czy nie można by było oprzeć się na jakimś istniejącym już tłumaczeniu i dopracować je w oparciu o język oryginalny? Przecież tak było by łatwiej. W ten sposób zaoszczędza się czas i trud, który zamiast w opracowywanie przekładu na nowo, można włożyć ulepszanie już istniejącego. W ten sposób posunęlibyśmy się daleko, daleko naprzód.

Innym przykładem są wynalazki. Ileż to już razy ktoś coś odkrył, a okazało się, że starożytni korzystali z tego setki, a może nawet tysiące, lat wcześniej! Po co było się trudzić z wymyślaniem czegoś na nowo. Czy nie lepiej jest najpierw dogłębnie poznać dorobek technologiczny starożytnych, aby przekonać się, czy nasz wynalazek nie został odkryty dużo wcześniej?

Przykłady można by mnożyć. Istotne jest jednak, aby zrozumieć tą zasadę. Rozwijajmy wszelkiego rodzaju twórczość w oparciu o mądrość i doświadczenia tych, którzy byli przed nami, a z pewnością wszyscy na tym skorzystamy. Z tego właśnie powodu zdecydowałem się tworzyć tego bloga. Po co trudzić się obserwacją życia i wyciąganiem wniosków, skoro można sięgnąć do utrwalonej na piśmie mądrości starożytnej. W ten sposób można oszczędzić sobie bólu niepowodzeń, a także wszelkiego rodzaju innych trudności.

czwartek, 9 czerwca 2011

Crescit eundo fama

"Wieść rozrasta się po drodze" a dosłownie: "Wieść rozrasta się przechodząc"

Przysłowie to z pewnością powstało w wyniku obserwacji tego, co dzieje się z informacją przekazywaną wśród ludzi.

Łacińskie słowo 'fama' może, oprócz swojego podstawowego znaczenia - "wieść", oznaczać: "oszczerstwo, pogłoska, plotka". Samo w sobie nie budzi żadnych skojarzeń emocjonalnych. To treść informacji czyni słowo 'fama' pozytywnym lub pejoratywnym. Kiedy ktoś opowiada o heroicznych dokonaniach jakiegoś człowieka, mamy do czynienia z dobrą 'fama', natomiast w momencie, kiedy jakaś osoba rozpowiada oszczerstwa, jest to zła 'fama'.

Weźmy jako przykład coś pozytywnego. Jakiś człowiek dokonał heroicznego czynu, np. uratował człowieka z płonącego budynku. Kilkoro osób było tego świadkami. Widzieli, że nasz bohater wszedł do budynku, kiedy pożar dopiero co się rozpoczynał. Naturalnie, opowiadają o wydarzeniu swoim bliskim, przyjaciołom, znajomym. Ci z kolei opowiedzą historię kolejnym osobom i stwierdzą, że bohater wszedł do budynku, kiedy płonęło całe piętro. Kolejna grupa odbiorców usłyszy, że ów śmiałek wkroczył do akcji, kiedy z powodu ognia waliła się kondygnacja budynku. W ten sposób "wieść rozrosła się po drodze".

Tak już jest między ludźmi. Lubią upiększać historię. Istnieje bardzo niewiele osób, które opowiadają coś z dbałością o rzetelność.

Wiedząc to, powinniśmy pamiętać, że z im dalszym ogniwem łańcucha informacji mamy do czynienia, tym mniej powinniśmy mu wierzyć. Jeśli zależy nam na zbadaniu jakiejś wieści, powinniśmy zasięgnąć informacji u źródła. Jeżeli jest to plotka na temat danej osoby, zawsze można skonfrontować ją z samym zainteresowanym.

W każdym razie pamiętajmy - pierwsze ogniwo mówi najwięcej prawdy...

Primum erudire!

Cały ten blog nosi łaciński tytuł "Primum erudire!", który jest właściwie mottem lub zawołaniem, wyrażającym całą ideę tego bloga.

Motto to przyszło mi na myśl, kiedy przypomniałem sobie pewną łacińską maksymę: "Primum non nocere" - "Po pierwsze nie szkodzić". Wbrew powszechnym przykonanion sentencja ta nie jest częścią składanej przez lekarzy przysięgi Hipokratesa, ponieważ występujące w jej greckim oryginale słowa ἐπὶ δηλήσει δὲ καὶ ἀδικίῃ εἴρξειν nie są dokładnym odpowiednikiem tej sentencji. Autorstwo tej maksymy jest jednak przypisywane samemu Hipokratesowi, choć niektórzy uważają, że sformułował ją Imhotep.

Co oznacza moje "Primum erudire"? "Po pierwsze uświadamiać". Taki jest cel tego bloga. Świat, który obserwuję teraz za oknem, bardziej niż uzdrowienia ciał, potrzebuje uzdrowienia dusz i umysłów. Ludzie uwikłani są w sidła codziennych zajęć. Kręcą się w wirze współczesnego chaosu. Myślenie staje się coraz mniej popularne. Zamiast cieszyć się lekturą, ludzie siadają przed telewizorem i gapią się pustym wzrokiem w ekran. Wielu jest ludzi, którzy nie mają jakiejkolwiek ideologii prócz tej, którą prezentują media. Skutkiem tego wszystkiego jest degradacja społeczeństw, pogarszanie się sytuacji materialnej, zanikanie moralności. Mądrzy ludzie zamilkli, stłamszeni przez niechętną do nauki większość. Głos tych, którzy pozostali na mównicy, jest często cichutki i nieśmiały. Głupota atakuje agresywnie. Mądrości, niewiadomo dlaczego, odmawia się tego samego prawa.

Chciałbym dołączyć się do walki o trochę lepszy świat. Wierzę, że oświata może się do tego w dużym stopniu przyczynić, dlatego pragnę dzielić się mądrością starożytnych - mądrością użyteczną, praktyczną, skuteczną; mądrością, która jest wynikiem obserwacji otaczającego świata i prawideł nim rządzących; mądrością, która się sprawdziła w działaniu; wreszcie - mądrością, która została zapomniana, a którą należy przypominać.

Na łamach tego bloga mam zamiar dzielić się z wami tymi starymi lecz nadal aktualnymi sentencjami. Chcę dzielić się z czytelnikami tym, co sam wyniosłem z rozmyślania o nich. Pragnę utrwalić myśli, które tańczą w moim sercu, kiedy gra muzyka tych pięknych maksym...