poniedziałek, 1 lipca 2013

Opasłe tomy pism w świecie nie znającym druku...

Ten blog jest poświęcony mądrości starożytnych. Zazwyczaj dany wpis jest dedykowany jakiemuś aforyzmowi łacińskiemu, jednak dzisiaj chciałbym zastanowić się, spojrzeć z podziwem na niezwykłą kreatywność starożytnych.

Czytam często dzieła filozoficzne z epoki antyku. Czytywałem również dzieła twórców łacińskich (oczywiście w przekładach na języki współczesne, które znam). Ale nie chodzi tu o pochodzenie. Oprócz tego, że wiele się uczę z dzieł tych ludzi, to zawsze zdumiewa mnie to, że pisali oni niezwykle obszerne dzieła w czasach, kiedy wszystko trzeba było pisać ręcznie, a papier i inkaust był drogi.

Ale nie tylko to. Spróbujmy w wyobraźni cofnąć się do ich czasów. Ci ludzie niezmordowanie pisali ogromne, imponujące dzieła, nie będąc w stanie szybko wyszukać interesującego ich fragmentu innego dzieła, które chcieli zacytować. Nie mogli sobie pozwolić na kreślenie w nieskończoność, dopisywanie fragmentów tekstu i wstawianie ich pomiędzy istniejące zdania. Ręka szybko się męczyła. Trzeba było oszczędzać tusz. Kiedy nadszedł wieczór, nie dysponowali odpowiednim oświetleniem. Pomyślmy, jakże trudno im było tworzyć dzieła literatury. A jednak tworzyli, pomimo tak ogromnych trudności, jakie napotykali na każdym kroku.

A tworzyli nie byle co. Wiele z tych dzieł podziwiamy do dzisiaj i podziwiać będziemy na wieki. Zachwycam się zwłaszcza dziełami filozoficznymi, gdzie pełno jest cytatów i odniesień do innych autorów. Dziś możemy znaleźć sobie odpowiedni cytat, pamiętając zaledwie mały jego fragment, skopiować i wkleić do naszego tekstu. Kiedyś to było niemożliwe.

Dzisiaj pisanie w sensie technicznym jest o wiele, wiele łatwiejsze. I to powoduje, że czuję się źle. To powoduje, że czuję, iż piszę zdecydowanie za mało. Jestem leniem, który ma stworzone tak ogromne możliwości rozwoju literatury, a robi z tego minimalny użytek.

Muzy, natchnijcie mnie chęcią, gorliwością, zdolnością, abym pisał mądrze i dużo...

sobota, 6 kwietnia 2013

Quod est violentum non est durabile

Co jest wymuszone siłą, nie jest długotrwałe przysłowie średniowieczne

Jestem osobą niesamowicie pochłoniętą tym, co dzieje się wokół mnie. Filozoficzna dusza, która tętni wewnątrz, nie pozwala mi na obojętne przyglądanie się temu, co mnie otacza. Żywo interesuję się wszystkim, co wpływa na moje zmysły. A widzę świat niedoskonały. Ciągle kontrastuję to, co widzę, z tym, jak to powinno wyglądać. Jako zagorzały idealista wierzę, że to, co istnieje jako teoria, może zawsze stać się praktyką.

Patrzę na społeczeństwo, w którym żyję, i widzę, że jego struktura jest daleka od doskonałości. Pogłębia się chaos w dziedzinie polityki, systemu podatkowego, relacji międzyludzkich, w szkolnictwie, w pracy, itd. Nie widzę, by było coraz lepiej. Trzeba się zgodzić z tym, że toczymy się po równi pochyłej.

Najgorsze dla mnie jest to, że społeczeństwo jako ogół uwierzyło w to, że tak musi być. Często rozmawiam z ludźmi o tych sprawach. Przedstawiam im, jak za pomocą prostych rozwiązań można uczynić nasz świat lepszym miejscem. Najczęściej ludzie zgadzają się z moimi pomysłami. I teraz następuje wielkie ALE: "Ale tego się nie da wprowadzić w życie". Kiedy słyszę coś takiego, wzbiera we mnie gniew; gniew mam nadzieję usprawiedliwiony. Złość ta wynika z poczucia bezsilności wobec istnienia zahibernowanych, biernych umysłów.

I wtedy chciałoby się stworzyć partię, wygrać wybory, zdobyć druzgocącą większość w parlamencie i wziąć tych ludzi za łby. Chciałoby się potem zmienić ordynację wyborczą, polikwidować masę niepotrzebnych ministerstw, urzędów, zreformować prawo karne i cywilne, itd. I myślę sobie wtedy: "Ale by się działo!".

Jednak chwilę po euforii wywołanej takimi marzeniami, przychodzi refleksja. Czytam wtedy to, co w tytule: "Co jest wymuszone siłą, nie jest długotrwałe". Wiele dziesiątek wieków historii świata pokazało, jak wiele prawdy jest w tej maksymie. Jak wielu ludzi próbowało narzucać reszcie swoje idee siłą i strachem. I co? I tych idei już nie ma, ponieważ nic, co jest wymuszone siłą, nie jest długotrwałe.

I co teraz? Pozostaje pożegnać się z rozwiązaniem siłowym i iść w kierunku tego, o czym mówi hasło przewodnie tego oto bloga: "Primum erudire", czyli "Po pierwsze, uświadamiać". Pozostaje przekonać moich krajanów w dyskusjach, wykładach, objaśnieniach. Ludzi głęboko przekonanych o prawdziwości jakiejś idei, nie trzeba zmuszać do jej wyznawania siłą. Ot co!

Wielu ludzi uważa, że siłą można zdobyć szacunek. Jednak szacunek zdobyty strachem kończy się z chwilą osłabienia straszącego. Ilu to nauczycieli wymusza szacunek siłą! A kończy się to tak, że opuściwszy szkołę młody człowiek nie zauważa takiej pani czy pana na ulicy. Na szczęście miałem takich nauczycieli, którzy nie wymuszali na mnie szacunku, ale go zdobyli swoją mądrością, błyskotliwością, cnotą. Takich będę szanować i pamiętać nawet kiedy ich już nie będzie pośród żywych.

sobota, 30 marca 2013

Si vis pacem, para bellum

Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny.

                            przysłowie wywodzące się od słów Tytusa Liwiusza - rzymskiego historyka


Tytus Liwiusz był historykiem. Znał przeszłe losy wielu krajów. Badanie historii z pewnością nauczyło go tego, co zauważyli żyjący później filozofowie, a mianowicie tego, iż historia rządzi się określonymi, stałymi prawami, niczym prawa fizyki. Jednym z tych praw jest właśnie fakt, że nie ma pokoju bez walki. Oczywiście nie jest to jedynie prawo historyczne; nie jest to prawda jedynie w przypadku dziejów narodów. Prawo to jedynie objawia się na łonie polityki. Jest to jednak prawo uniwersalne, rządzące każdą niemalże sferą naszego życia.

Każdy człowiek pragnie pokoju. Ale czym jest pokój? Pokój ma wiele aspektów. Może oznaczać dosłownie stan braku wojny. Czasami wojna jest konieczna, np. kiedy kraj jest napadany, ma prawo się bronić. Wojna jest niekiedy konieczna w obronie słabszych i uciskanych przed agresorem. Ale nie tylko to: pokój może być po prostu wolnością od problemów: w rodzinie, w finansach, itd. Pokój to harmonia, uporządkowanie życia. I prawdą jest, że pokoju nie kupuje się tanio. Ma on swoją cenę, kosztuje. Jeżeli chcemy go osiągnąć, musimy liczyć się z ofiarą, zmaganiem, stawieniem czoła trudnościom.

Nie ma pokoju bez walki! W społeczeństwie polskim obserwuję tendencję, że ludzie chcieliby mieć duże pieniądza, a nie chcą ciężko pracować; chcieliby mieć szczęśliwe związki, a nie mają najmniejszej ochoty troskliwie o nie dbać; chcieliby mieć zapewnioną przyszłość, ale nie chcą o nią powalczyć. Kiedy pokój w danej dziedzinie nie nadchodzi, są zawiedzeni i źli na cały świata, a przecież to oni sami nie dołożyli starań, aby ten pokój sobie zapewnić.

Jeżeli pragniesz uporządkowania, harmonii, stabilności w jakiejś dziedzinie swojego życia, podejmij działanie, przedsiębierz określone kroki.

poniedziałek, 24 października 2011

Adicit remediis medicina consilium

Medycyna do leków dodaje poradę Seneka, Listy moralne do Lucyliusza


Po prostu muszę o tym napisać. Zainspirowała mnie do tego rozmowa, jaką ostatnio odbyłem z pewną znajomą lekarką.

Dyskusja odbywała się w szerszym gronie ludzi. Rozmawialiśmy o polityce i społeczeństwie. To są moje ulubione tematy do żywych rozmów. W pewnym momencie stwierdziłem, że apteka to sklep. Dla mnie jest to dość oczywiste. Przecież dochodzi tam do transakcji kupna-sprzedaży. Artykułami, którymi się handluje są leki. W innych sklepach są to opony, bułki, alkohol, i inne. Pani lekarz się lekko oburzyła i stanowczo się przeciwstawiła nazywanie apteki sklepem. W jej mniemaniu apteka jest czymś więcej niż sklep, ponieważ sprzedaje się tam leki, a z tym wiąże się odpowiedzialność. Wyraziłem zdziwienie, że dzisiaj nie można sobie kupić jakiegokolwiek leku, ponieważ na niektóre trzeba mieć receptę, czyli de facto zgodę lekarza na to, bym mógł sobie dany lek kupić. Jeszcze sto lat temu mogłem sobie wejść do apteki i kupić cokolwiek, na co mnie było stać i nikt mi nie robił problemów z tego tytułu. Dzisiaj jestem uzależniony od lekarza. Na co pani lekarz oświadczyła, że tak być musi, bo ludzie by się pozatruwali lekami. Odparłem, że jeśli ktoś ma się zatruć, to zrobi to przy użyciu jakiegokolwiek leku, który można kupić bez recepty, bo przecież takich również nie można nadużywać. Pani lekarz stwierdziła, że jeśli zabiorę lekarzom możliwość wydawania recept, to odbiorę sens ich pracy. To mnie zszokowało niesamowicie.

Oto, świeżo upieczona pani lekarz uważa, że zadaniem lekarza jest wydawanie recept. Oznacza to, że doszło do degradacji tego zawodu. Zgodnie z przysłowiem, którym się w tym wpisie zajmuję, zadaniem lekarza jest "dodawać do leku poradę". Co to oznacza? Lekarz ma służyć swoją wiedzą i tłumaczyć pacjentowi, co pacjent ma zrobić, żeby odzyskać zdrowie. Oczywiście, niech wypisze receptę, jednak recepta jest poradą, jakie leki pacjent ma sobie kupić, a nie pozwoleniem na ich kupienie. Rola lekarza nie kończy się jednak na podaniu spisu leków. Powinien on doradzić w kwestii diety, sposobu życia i innych ważnych rzeczy, które mają niebagatelny wpływ na zdrowie. Tak właśnie powinno być. Dzisiaj natomiast lekarz wypisuje pozwolenie na kupienie określonych medykamentów, mówi grzecznie: "Do widzenia" i zaprasza do gabinetu następnego klienta.

Lekarzu - ulecz samego siebie!

czwartek, 6 października 2011

Qui nescit tacere nescit et loqui

Kto nie umie milczeć, nie umie mówić Publiliusz Syrus, Sentencje 147

Każdy z nas na pewno zna osoby, które nie zamykają ust, ale wciąż coś mówią. Najczęściej jest to po prostu czcza paplanina, gadanie pozbawione sensu, wyrzucanie z siebie myśli. Nie dadzą innym dojść do słowa, sami nie mając tak naprawdę nic do powiedzenia. O takich ludziach mówi ten aforyzm.

Co znaczy 'milczeć' w tym przysłowiu? Są przynajmniej dwa znaczenia. Pierwsze to 'uczenie się w milczeniu'; pozwolenie, aby ktoś się wypowiedział, a my słuchając, nabrali wiedzy, która sprawi, że nasze własne wypowiedzi będą dużo bardziej wartościowe. Można to także osiągnąć poprzez lekturę dobrych książek. Drugie znaczenie to umiejętność trzymania języka na wodzy, panowania nad nim. Człowiek, który nie umie przerwać wypowiedzi w odpowiednim momencie, nie umie przemawiać.

Ci z nas, którzy mają problem z ciągłym, bezsensownym gadaniem, niech wezmą sobie do serca to przysłowie, powtarzają je stale w myślach i skutecznie praktykują.

niedziela, 11 września 2011

Parsimonia magnum est vectigal

Oszczędność to wielki dochód Cyceron, Paradoksy stoików VI, 49

Na całym świecie jest bardzo wielu ludzi, którzy borykają się z problemami finansowymi. W wielu przypadkach problem biedy wynika ze specyficznej sytuacji gospodarczej danego kraju, jednak w bardzo wielu przypadkach przyczyna problemów finansowych tkwi gdzie indziej.

Wielu ludzi trwoni i tak skąpe dochody na nadmierne ilości używek. Inni ludzie mogli by mieć więcej pieniędzy, gdyby byli bardziej pracowici, zamiast wydawać pieniądze na zakłady Toto-Lotka.

Jednak największym problemem jest nierozważne rozporządzanie pieniędzmi. Większość ludzi nie potrafi żyć oszczędnie. Nie będę się w tym miejscu zajmował sposobami oszczędzania. Chcę jedynie zwrócić uwagę, że człowiek, który żyje oszczędniej, dzięki swojej umiejętności oszczędzania, często będzie mógł pozwolić sobie na więcej niż inny, który choć ma większą pensję, to jednak marnotrawi pieniądze. Tak oto oszczędność stanie się dla takiego wielkim zyskiem.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Et in sole maculae

I na słońcu są plamy Anonim

Światło chyba w każdej kulturze jest symbolem prawdy, moralnej czystości, świętości, dobra. Najjaśniejszym obiektem, na który nasze oczy mogą patrzeć niemalże codziennie jest słońce. Jednak pomimo tego, że jest najjaśniejszą z rzeczy widzialnych, nie brakuje na nim plam, czyli miejsc, które nie świecą, miejsc ciemnych, pozbawionych światła.

"I na słońcu są plamy". Nie istnieją doskonale moralni ludzie. Nie istnieją ludzie, którzy nigdy nie skłamali. Nie ma tak świętych, którzy by nie zgrzeszyli. Nie chodzą po ziemi ludzie tak dobrzy, że nigdy nie zrobili niczego złego. Nie ma ludzi pozbawionych wad.

Istnieją w przestrzeni publicznej ludzie, których uważamy za autorytety. Ci ludzie są omylni, popełniają błędy. Smutne jest jednak to, że ich wady tak bardzo się wyolbrzymia i tych wyolbrzymień dokonują zazwyczaj ludzie stojący kilka poziomów moralnych niżej od samych oskarżanych.

Nawet na słońcu są plamy. Nawet najszlachetniejszym zdarzają się upadki. Niech nas to nie dziwi i nie róbmy z tego zbyt dużej afery...